Programowanie metaboliczne – czyli co ma wspólnego mama i informatyk?

W ostatnich latach, co niezwykle mnie cieszy, rośnie świadomość naszego społeczeństwa na temat wpływu diety na nasze zdrowie oraz ryzyko chorób dietozależnych. Ba! Nawet zwraca się szczególną uwagę na to, że żywienie ma wpływ na organizm człowieka już od momentu poczęcia i określa się to mianem „programowania metabolicznego”.

Co to jest to „programowanie metaboliczne”?

Słowo „programowanie” kojarzy się głównie z komputerami oraz informatykami, ale i w medycynie czy biologii posiada pewne zastosowanie – ma w sobie coś z „instalowania” określonych zachowań i nawyków u dziecka. Najprościej mówiąc: to , w jaki sposób zaprogramujemy metabolizm naszego Malucha w okresie prenatalnym, a potem przez pierwsze 1000 dni jego życia, będzie miało wpływ na ryzyko chorób dietozależnych w przyszłości. I choć brzmi to jak absolutne abrakadabra, postaram się Wam to wyjaśnić w nieco prostszy sposób. Po pierwsze: mamy określony czas, w którym wpływamy na zdrowie naszego dziecka – badacze określają, że jest to ciąża i 1000 pierwszych dni pojawienia się na świecie. Przede wszystkim dlatego, że nigdy więcej, na żadnym etapie życia, organizm nie będzie rozwijał się tak intensywnie, jak w okresie prenatalnym i przez pierwsze 3 lata życia. W tym okresie kształtują się również smaki – a dziecko będzie znało tylko takie, które mu zaproponujemy. Po drugie: mówimy tutaj zazwyczaj o odległych konsekwencjach zdrowotnych, czyli nie o najbliższym piątku czy niedzieli, jak się niektórym mamom wydaje. Owe „odległe konsekwencje zdrowotne” mogą mieć miejsce za 5 lat, w wieku nastoletnim, ale mogą dopiero dać o sobie znać, kiedy nasz Bobas wyrośnie na 50-letniego dżentelmena lub 30-letnią damę. Po trzecie: chronimy, zapobiegamy i chcemy jak najlepiej, ale nie gwarantujemy – nie ma w medycynie czegoś w „100% pewnego”. Zawsze sugerujemy się najnowszymi badaniami, a one na dzień dzisiejszy wskazują nam, że dieta w pierwszych latach życia ma wpływ na występowanie chorób w późniejszym okresie.

A skąd takie wnioski? Niejaki Pan Barker, brytyjski epidemiolog, doszedł do wniosku, że zaburzenia odżywienia płodu mogą prowadzić do tzw. „stresu płodowego” i zaburzeń metabolizmu glikokortykosteroidów w łożysku, co w konsekwencji prowadzić do wewnątrzmacicznego zahamowania wzrastania. Jest to ta słynna „hipoteza Barkera”. Po prostu: dziecko w łonie matki dostaje w spadku zaprogramowany tryb do preferencyjnego odkładania tkanki tłuszczowej, a już zwłaszcza w przypadku nadmiernej podaży energii. Dzisiaj jego hipoteza  została poszerzona także o inne czynniki, które mają wpływ na ryzyko chorób metabolicznych, ale to, co twierdził Pan Barker zostało już potwierdzone w wielu innych badaniach klinicznych. Ale to nie wszystko. Wpływ na ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia, cukrzycy typu 2 czy otyłości ma także rozwój i wzrastanie w brzuchu mamy – tutaj zarówno niedostateczny jak i nadmierny wzrost wewnątrzmaciczny „programuje” dziecko na zagrożenie wymienionymi chorobami.

I teraz sobie wyobraźcie procesy zmian, które zachodzą w organizmie Waszego dziecka (chociaż będzie to naprawdę trudne do wyobrażenia):

–> w ciągu 9 miesięcy z dwóch maluteńkich komórek powstaje 2-4 kilogramowy organizm, zdolny do życia poza łonem Mamy (nawet do jedzenia!),

–> później następuje etap wzrastania – sami obserwujecie jak Wasze dziecko dojrzewa, rośnie, zdobywa nowe umiejętności, zmienia się na przestrzeni dni, tygodni, miesięcy, ale przede wszystkim intensywnie szybko rozwijają się komórki i tkanki: układu odpornościowego, mózgu i układu nerwowego, układu pokarmowego oraz programuje się metabolizm.

W każdym z tych procesów musimy mieć na uwadze to, że organizm dziecka jest wrażliwy na wszystko: w takim samym stopniu na niedobór składników odżywczych, jak i na nadmiar. Czyli dieta Mamy w ciąży, potem okres karmienia piersią, rozszerzania diety i wreszcie przejścia na stałe posiłki mają wpływ na zdrowie dziecka w PRZYSZŁOŚCI (czyli także jutro, za tydzień, za miesiąc, za 10 lat czy za 50 lat). A to co teraz ciężko wypracujemy wspólnie z dziećmi, będzie na pewno wkrótce owocowało nie tylko korzystnie wpływając na ich zdrowie, ale także na nasze.

Badanie CHOP

Pięć krajów: Belgia, Włochy, Niemcy, Hiszpania oraz Polska stworzyło Europejski projekt Child Obesity Programme (CHOP), który miał na celu analizę wpływu różnej ilości białka w diecie niemowlęcia na rozwój oraz ryzyko chorób. W badaniu uczestniczyło 1500 niemowląt karmionych mlekiem modyfikowanym o mniejszej lub większej ilości białka. Okazało się, że te Maluchy, które jadły „wysokobiałkowe” mleko modyfikowane miały większe BMI w wieku 2 lat, a co za tym idzie – także większą zawartość tkanki tłuszczowej. Czyli dzieciaki, których mleko modyfikowane miało mniej białka są prawdopodobnie mniej narażone na otyłość i choroby z nią związane. Wśród badanych niemowląt zauważono także istotną różnicę w wielkości nerek – tutaj zdecydowanie większe były narządy u dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym o wysokiej zawartości białka. A to niestety skutkuje ich gorszą pracą i zmniejszoną filtracją krwi. Aktualnie powstaje kolejny projekt „Early Nutrition”, który kontynuuje obserwacje badaczy CHOP-a – będzie trwał on aż 11 lat, a nam pozostaje jedynie czekać na jego wyniki.

Jakoś nam rodzice to podawali i nic nam nie jest…

O tak, uwielbiam to zdanie. Owszem, być może TERAZ wszyscy cieszycie się wspaniałym zdrowiem, a ja oczywiście tego Wam życzę. Ale czy ktoś myśli o przyszłości – swojej, swoich dzieci? Co będzie za 5, 10, 15 lat, kiedy nasze żywienie już teraz opiera się na produktach wysoko przetworzonych, pełnych soli, cukru oraz tłuszczu? I przede wszystkim – czy nasi rodzice mieli dostęp do tak skrajnie przetworzonej żywności, takiej ilości cukru, soli, kwasów tłuszczowych typu „trans”? Nie sądzę, żeby Wasza mama podawała Wam lody lub chupa chupsa (a widziałam takie przypadki), gdy mieliście 3 miesiące. Raczej dostawałyście eko jabłuszko, starte na papkę albo pierwszą zupkę jarzynową z warzyw z domowego ogródka. Teraz rzadko kto się zastanawia, czy znane jest źródło pochodzenia jabłka, które podajemy dziecku – sięgamy po te z super- i hipermarketów, bo tak jest najprościej, najtaniej i najszybciej. „Ale przecież od jednego ‚danonka’ nic mu się nie stanie” – twierdzą mamy z tzw. „zdrowym podejściem” (jak dla mnie to ma tyle wspólnego ze zdrowiem, ile ja mam z fizyką kwantową). Oczywiście, że nie! Skoro dziecko zna tylko smak słodki w postaci mleka mamy (a tutaj mamy do czynienia z laktozą), to czy jest sens przyzwyczajać go do spożywania sacharozy lub niekiedy nawet syropu glukozowo-fruktozowego? I potem kiedy dostanie wybór: obiad lub słodki przysmak, to co wybierze (bardzo często kosztem obiadu)? Wierzcie mi, nasz bobas będzie miał jeszcze całe życie narażony na wszechobecny w produktach żywnościowych cukier. To dziecko wcale nie jest biedne, bo zła mama nie daje mu „kinderka”, bo dziecko nie zna jego smaku. Im dłużej więc odwlekamy podanie czegoś słodkiego, tym lepiej programujemy metabolizm dziecka, które poznaje inne, pełnowartościowe smaki, pochodzące z warzyw czy owoców. Nie bardzo też rozumiem odrzucanie osiągnięć nauki – skoro coś jest „zdrowe” w wielu przypadkach jest z góry „odrzucane”, bo i po co – przecież wszyscy i tak umrzemy! Pytanie brzmi: czy lepiej jest zapobiegać, czy leczyć? Czy lepiej jest narażać, kosztem zdrowia, bo wszyscy tak robią, czy walczyć z zabobonami i wyjść przed szereg oraz z czystym sumieniem zagwarantować dziecku „zdrowy start w przyszłość”? Oczywiście wiem, że każda mama zrobi, jak będzie uważała. Ja jednak zostawiam Wam z tymi pytaniami – przypomnijcie je sobie, kiedy będziecie podejmować decyzję, jaki posiłek podać swojemu dziecku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *