Czego nie podawać niemowlakowi?

O tym, że dietę niemowlęcia według najnowszych rekomendacji powinno się rozszerzać po 6 miesiącu, myślę, że wiele z mam, które chociaż trochę interesują się zdrowym żywieniem, naczytało się już dość dużo (a jeśli nie – odsyłam tu). Ale otoczeni serdecznymi radami mam, cioć, babć, przyjaciółek i innych ciągle zmagamy się z pytaniem: a dlaczego Ty jeszcze mu nie podałaś…? I tutaj następuje wymienianie szeregu różnego rodzaju produktów. O ile jeszcze mówimy o zdrowych elementach diety, takich jak warzywa czy owoce, to wszystko gra, natomiast bardziej martwi mnie fakt, że bardzo często poleca się podawanie bogatych w cukier, wysoko przetworzonych produktów.  Argumentów jest wiele: bo dziecko musi poznawać nowe smaki, bo musi mieć czasem coś dobrego w swojej diecie, bo mało/dużo przybiera, bo tak, bo my podawaliśmy i nic się nie działo. W rzeczywistości wiele produktów dedykowanych dla niemowląt niewiele ma wspólnego ze zdrową żywnością (chyba że chcemy koniecznie podawać Maluchom cukier). Nie będę się tutaj skupiać na oczywistościach typu: „surowe mięso (np. tatar) nie!”, bo myślę, że jest to dla wszystkich jasne i zrozumiałe. Chcę napisać o produktach, które faktycznie – rzekomo stworzone dla niemowląt – nie powinny się w ich diecie wcale pojawiać lub powinny być dość mocno ograniczone. Bo pamiętajcie drogie mamy – Wasze wybory żywieniowe będą decydowały o późniejszych nawykach żywieniowych dzieci, a potem – o ich wyborach w dorosłym życiu.

  1. Słoiczki, których skład pozostawia wiele do życzenia – będę w tym temacie niezwykle czepialska. Po pierwsze dlatego, że na niektórych słoiczkach jest napisane: „po 4 miesiącu życia”, co niestety wprowadza w błąd nie tylko mamy, które chcą rozszerzyć dietę Malucha, ale także personel medyczny, w tym również lekarzy pediatrów (nie uogólniam oczywiście, część personelu medycznego aktualizuje swoją wiedzę i przedstawia na wizytach nowe zalecenia). Nie łudźcie się, że producent daje taką informację, bo faktycznie warto rozszerzać dietę po 4 miesiącu. On chce sprzedać produkt i tylko to go interesuje – a jeszcze lepiej jest napisać taką informację, aby mamom już całkiem namieszać w głowach, a zarazem zwiększyć sprzedaż o dodatkowe dwa miesiące (sami policzcie, ile to jest zysku – nawet podając tylko jeden dziennie, to dodatkowe 60 słoiczków na każdym dzieciątku). Jeżeli już chcecie lub musicie sięgać po gotowe produkty, starajcie się chociaż wybierać takie, które w swoim składzie nie będą miały żadnych zbędnych dodatków w postaci cukru, skrobi itp. Skoro słoiczek ma zawierać „wołowinę, kluseczki i bukiet warzyw”, to zwróćcie uwagę, aby faktycznie na etykiecie rządziły wyłącznie owa wołowina, kluski i warzywa. Sięgajcie też po te produkty, które będą miały symbol „Euro-liścia” czy po prostu będą zawierały informację na etykiecie: „z rolnictwa ekologicznego”.
  2. Gotowe smakowe kaszki, kleiki i inne – niestety i w tym przypadku produkty, które mają stanowić podstawę do rozszerzania diety niemowląt są źródłem cukru czy innych, zbędnych substancji dodatkowych. Zrobienie samemu kaszki na wodzie, mleku roślinnym czy opcjonalnie mleku modyfikowanym z dodatkiem owoców naprawdę nie sprawi Wam zbyt dużej trudności i nie pochłonie przy absorbującym dziecku mnóstwa czasu – a zadbacie o to, aby dieta Waszego Malucha zawierała naprawdę fajne i zdrowe produkty.
  3. Wszelkie inne gotowe produkty dla niemowląt (w tym także herbatki) – wierzcie mi, że coś co jest napisane „dla niemowląt” nie oznacza wcale, że jest to zdrowe i zupełnie bezpieczne oraz można to podawać w nieograniczonych ilościach. Musicie wpoić sobie nawyk czytania etykiet – zawsze i wszędzie. Jeśli jakiś „mus owocowy” faktycznie w swoim składzie zawiera jedynie dany owoc – to jeśli nie macie pod ręką dobrej jakości jabłka lub innego owocu, to raz na jakiś czas możecie podać taki mus. Przecież zależy Wam na zdrowiu Waszego Malca, prawda?
  4. Smakowe jogurty – to kolejne zbędne źródło cukru w diecie niemowlęcia, a rzekome „dodatki owoców” to tylko ułamki procentowe całego produktu. Za to producenci pięknie zamydlają nam oczy, bo przecież „jogurt truskawkowy” musi zawierać truskawki. Celowo tutaj przytoczyłam przykład jogurtu o takim smaku – zerknijcie proszę, czy Wasz jogurt nie zawiera koszenili (lub karminy, kwasu karminowego, E120). Wiecie co to jest? To proszek wytworzony z owadu, zwanego czerwcem kaktusowym (1). A przygotowanie własnego jogurtu truskawkowego to naprawdę żaden problem, nawet w zimie – wystarczy rozmrozić niewielką ilość truskawek w miseczce i zblendować je z jogurtem naturalnym. Bez cukru, bez chemii, bez robaków i prawdziwie – truskawkowe!
  5. Inne smakowe produkty mleczne, w tym niezwykle popularne „Danonki” – dzięki intensywnej kampanii reklamowej w naszych głowach utrwaliło się, że Danonki są źródłem wapnia i witaminy D – ale w reklamie nic już nie wspomniano o cukrze czy innych zbędnych dodatkach. Pamiętajcie, że stworzenie smakowego deseru na bazie produktów mlecznych to naprawdę 5 minut pracy!
  6. Mleko krowie – i nie ma się co spierać z zaleceniami ekspertów. Mleko krowie można podawać dopiero po 11-12 miesiącu życia. Chyba że jego naprawdę niewielkie ilości jako składnik jakiejś potrawy (np. naleśników) (1).
  7. Miód – myślę, że sprawa zatrucia Clostridium botulinum jest jasna.
  8. Słodycze – tutaj myślę, że zginęłabym z rąk naszych kochanych babć. Bo jak to wnusiowi nie dać troszeńkę czekolady! Tylko pół kosteczki! A no właśnie te „pół kosteczki” może poważnie zaburzyć ciężko wypracowane przez mamę jedzenie warzyw, owoców czy innych zdrowych produktów. Maluchy nie znają smaku słodkiego w takiej postaci – jedyne czego to tej pory miały okazję zasmakować było mleko, które zawierało laktozę. Muszą się go nauczyć – a wiadomo, że od cukru uzależnić się można w bardzo prosty sposób. Nawet „polizanie” słodkiego lizaka może doprowadzić do tego, że Wasze dziecko nie będzie chciało zjeść jarzynowej zupki, bo skoro babcia dała takie dobre, to czemu mama daje takie be? Podanie słodyczy niesie za sobą naprawdę poważne konsekwencje – a dziecku teraz nie cukier w takiej postaci jest konieczny do życia i prawidłowego rozwoju (oczywiście cukier jest potrzebny, ale znajdziemy go również w owocach i warzywach).
  9. Chrupki kukurydziane i biszkopty – wiem, że należą do słodyczy, o których pisałam w punkcie 7., ale uważam, że akurat te dwa produkty zasługują na osobny komentarz, ponieważ są nagminnie podawane dzieciom do „ciumkania”. W rzeczywistości „zatykamy im buzię”, uczymy nawyku podjadania między posiłkami oraz sięgania po przekąski, gdy tylko najdzie je ochota. Dodatkowo biszkopty znowu oprócz cukru, zawierają bardzo często syrop glukozowo-fruktozowy, syrop glukozowy czy nieodpowiednie dla dziecka substancje spulchniające. Są naprawdę lepsze przekąski dla niemowląt.
  10. Soki – najnowsze zalecenia Amerykańskiej Akademii Pediatrii zalecają podawanie soków dopiero powyżej 1 roku życia. Dlaczego? Ze względu na wysoką zawartość cukrów oraz kilokalorii. Najprościej mówiąc: świeże owoce górą!
  11. Sól – w tym przypadku rzecz się ma podobnie, jak w przypadku cukru. Niemowlęta nie znają smaku słonego – jeśli nauczymy je jeść niesolone rzeczy, to dla nich będą one smaczne bez żadnego doprawiania, w ich pierwotnej postaci.
  12. Cukier, słodziki – oprócz produktów wymienionych wyżej, które je zawierają, warto też wyeliminować cukier z diety nie tylko niemowlaka, ale także całkowicie pozbyć się go w domu. Nie uczyć dziecka wcale tego smaku – jeszcze na jego poznanie będzie miał mnóstwo czasu. Rzecz się ma tak samo ze słodzikami – chociażby z popularnym ksylitolem.

A co z maltodekstryną?

Maltodekstryna to dość popularny dodatek do żywności dla niemowląt (i nie tylko), ponieważ jest łatwo strawna i nie obciąża przewodu pokarmowego Maluszka. Jest to po prostu polisacharyd, powstały przez częściową hydrolizę skrobi. Pełni funkcje wiążące, stabilizujące, a przede wszystkim wypełniające – po związaniu z wodą zwiększa swoją objętość. Ma wysoki indeks glikemiczny (IG) i błyskawicznie wchłania się w przewodzie pokarmowym człowieka. Czy jest bezpieczna? Tak i wbrew powszechnej opinii nie jest to zamiennik cukru czy sztuczna substancja słodząca. Jednakże musimy pamiętać, że nadal jest to składnik wysokoprzetworzony, bez jakichkolwiek wartości odżywczych. Jednak to do Was, drogie Mamy, będzie należał wybór – wybierać zdrowy produkt, samodzielnie przygotowany w domu czy podawać swojemu gotowe półprodukty.

 

2 Comments Add yours

  1. Monika - Paris by Moni napisał(a):

    Kupne ciastka i biszkopty to koszmar, nie mowiac juz o parowkach i smakowych jogurtach! Dobrze, ze rosnie swiadomosc i rodzice ucza sie, jak odpowiednio karmic dzieci.

  2. Anna napisał(a):

    Temat mnie jeszcze nie dotyczy, ale na przyszłość warto zapamiętać. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *