BLW – niezbędnik na start

Rozpoczęcie rozszerzania diety za 3, 2, 1 i…

Oj, tak szybko ten czas mija prawda? A Ty nadal nie wiesz jak się do tego zabrać, co Ci będzie potrzebne, co przyda się najbardziej? Specjalnie dla Ciebie napisałam taki szybki post… o przygotowaniu do BLW 🙂

Przygotowanie techniczne – sprzęt do BLWowania:

  1. Krzesełko do karmienia – nie sugerujcie się kolorami, obrazkami na oparciu czy rozstawem nóg. Nie będzie Wam to do niczego potrzebne – jeśli zdecydowaliście się na metodę BLW proponuję kupienie krzesełka, które będzie się najłatwiej czyścić (np. wstawić pod prysznic i przepłukać).  Im więcej zakamarków – tym gorzej będzie potem to jedzenie wygrzebać, a wierzcie mi – trafi ono wszędzie. Bardziej zaprawieni w boju BLWowocy polecają krzesłko IKEA Antilop i KETER, przy czym my wybraliśmy akurat ten drugie. Warunek jest jeden: Wasze dziecko musi siedzieć. Jeśli nie siedzi, wtedy karmienie na kolanach.
  2. Przy karmieniu na kolanach proponuję mieć roboczy strój – będzie również cały upaćkany 😉
  3. Talerzyki, miski, łyżeczki – na samym początku rozszerzania diety, możecie podawać posiłki po prostu na tacce od krzesełka lub na stole.  W późniejszym etapie proponuję wybierać naczynia z przyssawkami, ponieważ Maluch będzie lubił wszystko zrzucać na podłogę. My postanowiliśmy zainwestować w matę EZPZ, która jak dla mnie jest naprawdę rewelacyjna. Po pierwsze dlatego, że jest na pewno przebadana i bezpieczna dla takiego małego dziecka. Po drugie – można w niej robić wszystko – piec, myć w zmywarce, dać jogurt i jednocześnie chleb. Maks jej nie potrafi zsunąć, zrzucić, więc jak dostaje jogurt w jednym z „oczek” – to mam pewność, że całość nie wyląduje na podłodze. W przypadku sztućców na pewno na początku przyda Wam się łyżeczka. Wierzcie mi, nawet 6-ciomiesięczny Maluch będzie sobie potrafił poradzić z łyżeczką, jeśli mu trochę pomożecie (oczywiście za jego zgodą).
  4. Kubki do picia – najbardziej polecane są takie, które nie będą powodowały wad zgryzu czy wymowy. U nas jest to bidon ze słomką Munchkin, kubek niekapek 360 Munchkin i po zastanowieniu – doidy cup, który będzie idealny na podawanie zup. Nie musi to być koniecznie Munchkin – może to być dowolny bidon ze słomką czy kubek 360. Oczywiście wiem, że będziecie mieć wątpliwości, że Wasze dziecko nie załapie, nie da rady pić z kubka 360/bidonu/doidy… da radę. Musicie tylko trochę poćwiczyć. Są dzieci, które załapują wszystko za pierwszym razem. A są takie, którym po prostu trzeba czasu.
  5. Cerata pod krzesełko lub pod krzesło, jeśli będziecie karmić na kolanach – może to być równie dobrze duża podkładka, ale musi być cokolwiek, co łatwo jest potem wyczyścić – nawet wilgotną szmatką.
  6. Śliniaki – u nas sprawdza się śliniak z rękawami, jako że Maksowi zdarza się nie trafić z jedzeniem do ust, a przez przypadek kładzie je sobie na ramię.

Przygotowanie psychiczne:

Czytajcie. Poradniki, wpisy na blogach, artykuły. Każde dziecko jest inne – jedno od 6 miesiąca będzie wcinać wszystko co mu podasz, inne dopiero po 2-3 miesiącach od rozpoczęcia rozszerzania diety. TAK – w obu przypadkach będzie to jak najbardziej normalne.

Nie może mieć odruchu wymiotnego. Jeśli próbowałaś wszelkich konsystencji – od past, jogurtów, twarożków po chleb, makaron, placki i inne propozycje, a mimo to ledwo co dotknie buzi, od razu pojawia się silny odruch wymiotny – odpuść. Poczekaj tydzień, dwa – to minie na pewno.

Obejrzyjcie kurs pierwszej pomocy, w przypadku zadławienia. I pamiętajcie – jest ogromna różnica między krztuszeniem się a dławieniem – a o tym poczytacie tu –> link.

Cierpliwość. To jest słowo klucz. Czasem spędzicie pół dnia w kuchni, a Wasze dziecko nawet nie spojrzy na posiłek. A kiedy indziej spontanicznie dasz mu jabłko, które akurat jesz, a on wsunie pół porcji. Będzie też tak, że cudownie je przez 2 tygodnie,  a potem będzie marudziło na każdy posiłek, nawet na swój ulubiony. I to także będzie normalne. Nie może być Ci przykro, że Twoje dziecko nawet nie spróbowało mozolnie przygotowanego posiłku. Musisz nauczyć się gotować pod siebie – zawsze rób posiłek dla rodziny, z którego skorzystają wszyscy, a dziecko niech dostanie odłamek tego wszystkiego. Proponuj zawsze – chyba że mamy typowy dzień marudy i jesteś pewna, że absolutnie nic nie wyląduje w jego ustach.

Spożywajcie posiłki razem. Niech Maluch widzi, że to co mu oferujesz, to jest to samo, co Ty masz na talerzu. Chciałabyś jeść zupę dyniową, podczas gdy Twoja rodzina zajada się pysznym spaghetti? Twoje dziecko jest mądrzejsze niż Ci się wydaje 🙂

Opracujcie swój własny tryb postępowania. Porządek, według którego podacie posiłek i po nim posprzątacie. U nas wygląda to mniej więcej tak:

  1. Mamy ciepło w domu – ok. 23-24 stopnie, więc Maks je w samych bodziakach lub koszulkach.
  2. Pod krzesełkiem obowiązkowo cerata – większość tego, co spadnie na podłogę i tak zjada nasz pies Muszka.
  3. Przed posiłkiem myjemy ręce.
  4. Zawsze ma na sobie śliniak z rękawkami.
  5. Gdy zaczyna już marudzić tzn. że już koniec posiłku 🙂 podajemy mu wodę do picia, sprawdzamy, czy w buzi nic nie zostało.
  6. Odczepiamy tacę od krzesełka – mąż lub ja bierzemy go na ręcę i do łazienki.
  7. Mycie rąk, buzi, opcjonalnie nóg, uszu, głowy 😉
  8. Zdejmowanie śliniaka w taki sposób, aby wywinął się na lewą stronę – w ten sposób unikamy ponownego ubrudzenia rąk.
  9. Wycieranie ręcznikiem.
  10. Mały jest czysty i śmiga do zabawy – ja piorę śliniak i wywieszam, a następnie czyszczę ceratę i ją zwijam, mąż – zajmuje się krzesełkiem i tacą.
  11. Całość zajmuje nam ok. 5 minut 😉

A jeśli nie zacznie jeść? Zacznie na pewno 🙂 nadal ma mleko modyfikowane lub pierś do dyspozycji – tam jest wszystko, czego trzeba. I do roku niczym nie musisz się martwić!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *