Żywność ekologiczna

Wszędzie trąbią – zdrowo się odżywiajcie! Wybierajcie pełnoziarniste produkty! Warzywa i owoce! Chude mięso! Ale nikt tak naprawdę nie zwraca uwagi na jakość produktów spożywczych dostępnych na naszym rynku. Kto się już bardziej zakręcił w temacie zbilansowanej diety to wie, że w sklepach możemy kupić produkty ekologiczne. Ale na co zwrócić uwagę przy wyborze produktów „eko” lub „bio”? Czy one naprawdę są takie zdrowe? Czy warto płacić dwukrotną cenę za taki produkt, czy wystarczy kupić jego wszechobecnie dostępny odpowiednik?

Żywność ekologiczna kontra żywność konwencjonalna

Myślę, że nikt już nie łudzi się nawet, że producenci chcą dbać o nasze zdrowie i martwią się o naszą przyszłość. Jakąś alternatywą na ten codzienny, zepsuty świat jest żywność ekologiczna, która coraz bardziej zyskuje na popularności w naszym kraju. Jej symbol (tzw. „europejski liść”) zaczyna nawet pojawiać się w popularnych dyskontach. Od żywności konwencjonalnej różni się ona przede wszystkim tym, że polega na zwykłej, dobrej praktyce rolniczej – czyli czymś prawie nieosiągalnym w dzisiejszym świecie. Rolnictwo ekologiczne nie stosuje chemicznych środków ochrony roślin (zakaz stosowania pestycydów, syntetycznych nawozów mineralnych), olewa antybiotyki i hormony, nie korzysta z żadnych organizmów GMO oraz ogranicza do minimum stosowanie w przetwórstwie substancji dodatkowych. Dba o wodę, glebę i siedliska przyrodnicze, a nam daje gwarancję, że na naszym talerzu wyląduje zdrowy, smakowity posiłek. Sam fakt, że żywność ekologiczna zawiera o 50% mniej azotynów i azotanów, niż żywność konwencjonalna, mówi sam za siebie.

W przypadku produktów zwierzęcych to obowiązuje ograniczenie w zakresie stosowanych pasz (mówiąc najprościej „dieta” zwierząt ekologicznych jest bardziej „urozmaicona”), nie korzysta się mączki mięsno-kostnej (czyli spalonych szczątków zwierząt), a po zastosowaniu leku weterynaryjnego – obowiązuje podwójny okres karencji. I tak przykładowo: ekologiczne mleko, w porównaniu do konwencjonalnego zawiera więcej tłuszczu, wapnia, witaminy C, beta-karotenu oraz z reguły cechuje się też wyższym poziomem CLA. Lepiej jakościowo wypadają także wołowina i cielęcina, które zawierają zdecydowanie więcej PUFA (wielonienasyconych kwasów tłuszczowych) oraz kurczaki – te z kolei są bogatsze w białko i kwasy omega-3.

Europejski liść

Etykietowanie produktów ekologicznych jest ściśle kontrolowane przez Unię Europejską oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Prawidłowo oznakowany produkt, który naprawdę będzie „eko”, będzie zawierał (1):

  1. Wspólnotowe logo produkcji ekologicznej (tzw. symbol „europejskiego liścia”).
  2. Numer identyfikacyjny jednostki certyfikującej.
  3. Oznaczenie miejsca, w którym wyprodukowano nieprzetworzone produkty rolnicze, z których wytworzono końcowy produkt.

Czyli eko-rolnik z Polski będzie certyfikował swoje produkty jako:

PL-EKO-01- nr jednostki certyfikującej (wykaz tutaj).

Ekologiczne problemy…

I niestety – to nie jest tak, że jak coś jest „eko”, to w 100% możemy temu zaufać i cieszyć się zdrowym, prawie idealnym posiłkiem. Wyróżniamy kilka rodzajów produktów ekologicznych: są takie, które są nieprzetworzone i jednoskładnikowe, ale dopuszcza się też znakowanie żywności jako „ekologiczna” w momencie, w którym produkt zawiera minimum 95% składników pochodzenia rolniczego, wyprodukowanego metodami ekologicznymi. Oczywiście wszystko ma być drobiazgowo wypisane na etykiecie.  Stąd przykładowo: w wędlinie dopuszcza się stosowanie do 5% substancji dodatkowych. Pocieszające jest to, że w ekożywności producent ma do wyboru 48 sztucznych konserwantów, podczas gdy w żywności konwencjonalnej jest ich ok. 316. Zazwyczaj są to kwasy spożywcze, zagęstniki, gazy szlachetne, węglany, woda, sól i mikroorganizmy (takie bez GMO). Sole mineralne, witaminy, aminokwasy i inne związki azotowe są dopuszczalne jedynie w uzasadnieniu. Ostatnim z rodzajów ekożywności są produkty, które zawierają od 70-95% – i producent musi zawrzeć ile dokładnie procent danego produktu zostało wyprodukowane metodami ekologicznymi.

Czyli jak producent może nas oszukać?

Jak już zdążyliście zauważyć, żywność ekologiczna jest droższa, stąd „oszukaństwo” w tym temacie robi się coraz bardziej popularne. Certyfikat rolnictwa ekologicznego jest bardzo trudno dostać – trwa to co najmniej 2 lata, podlega naprawdę ostrej i ścisłej kontroli. Kupujecie super produkt – jest przecież napis „eko” lub nawet „ekologiczny” na opakowaniu. Ale:

1. Bez europejskiego liścia to jest takie eko, jak kupowanie kota w worku – nie macie na to żadnej gwarancji, a równie dobrze Wasz producent mógł to kupić w najbardziej popularnym dyskoncie.

2. Producent może też dać jakiś zielony listek albo nazwie swoją firmę „bio”, a w jak przyjrzycie się dokładnie obrazkowi na etykiecie, to będzie to zwyczajny liść, bez odpowiednich „ekologicznych” oznaczeń, a nazwa okaże się być zupełnie inna, niż nam się wydawało.

Przykład: firma nazywa się Bifix 😉

3. Możecie też znaleźć symbol europejskiego liścia, ale nie będzie miejsca pochodzenia surowców (będzie tylko obrazek „europejskiego liścia”).

4. Znajdziecie też mylną informację, że produkt jest na pewno ekologiczny, a tu surowców ekologicznych mniej niż 95%.

5. I ostatni, najbardziej hardcore’owi producenci – wszystko jest: liść, oznaczenie miejsca i numer jednostki certyfikującej, z tym, że ona… nie istnieje. A to już niestety wyższa szkoła jazdy i szukanie, czy aby na pewno delikwent istnieje w wykazie certyfikowanych producentów (tu albo tu).

Czyli standardowa gadka dietetyka: co robimy? Czytamy etykiety. Drążymy. Sprawdzamy. Skoro płacimy za coś dwukrotnie większą kwotę, to niech to będą chociaż porządnie spożytkowanie pieniądze 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *