BLW okiem Mamy Karoliny – wywiad

O METODZIE BLW PRZECZYTACIE TU i TU (poradnik dla początkujących, od czego zacząć, itp.)

Rozszerzanie diety dziecka to zawsze temat gorący wśród Rodziców. Jedni podejmują decyzję o wprowadzeniu pokarmów uzupełniających już w 4 miesiącu życia, a inni – dopiero po 6 miesiącu życia. To nie jest tak, że z dnia na dzień decydujemy: ok, zróbmy BLW. Do tego trzeba się przygotować: zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Tak więc Karolina Kos (zapraszam na jej bloga – lekkie pióro, a jednocześnie wspaniale opisane przygody, radości i wątpliwości związane z początkami rodzicielstwa), mama cudownej, czteromiesięcznej Julci, będzie rozszerzać dietę swojej córeczki dopiero po pół roku życia dziecka. Postanowiłam trochę z nią porozmawiać – co sądzi o metodzie BLW, czy zamierza w ten sposób , jakie są jej wątpliwości jako młodego rodzica, związane z rozszerzaniem diety? Przeczytajcie koniecznie, co ta wspaniała dziewczyna miała do powiedzenia!

JA: Karolino, jako rozsądna Mama, zdecydowałaś się rozszerzać dietę swojej córeczki metodą BLW. Dlaczego zdecydowałaś się na tę metodę? Dlaczego uważasz, że ta metoda będzie odpowiednia?

Karolina Kos: Słyszałam wiele dobrego na temat tej metody. Po pierwsze przekonuje mnie fakt, że uczy ona dziecka samodzielności. Myślę, że wbrew pozorom można ją uznać za sposób dla leniwych: zamiast wydawać pieniądze na słoiczki, lub przygotowywać dziecku osobno papki, po prostu będzie dostawać część naszych posiłków. Tata Julki ma rację rozwijając skrót BLW jako Bardzo lubię wygodę 🙂 Ponadto, będzie to świetna motywacja, by i rodzice (czyli my) trochę rozszerzyli swoją dietę i zaczęli się zdrowiej odżywiać.
Inną sprawą jest, że od zawsze byłam przeciwna zmuszaniu dzieci do jedzenia. Ale jeśli nie chcemy mieć niejadka, z którym jest problem gdziekolwiek wyjść, to idealne rozwiązanie. W końcu maluch sam decyduje co i ile je, ale sama forma zachęca go do poznawania nowych smaków. I nie tylko smaków! Kolejnym plusem jest to, że przy jedzeniu pracują wszystkie zmysły! Dziecko poza samym próbowaniem poznaje kształty, konsystencję, zapachy.

JA: W jaki sposób się do niej przygotowujesz? Czy zakupujesz jakieś specjalne gadżety, przedmioty, które mają Tobie i Malutkiej pomóc w stosowaniu metody?

KK: Na chwilę obecną jeszcze nic nie zakupiłam, ale za jakiś miesiąc zacznę kompletować niezbędne gadżety. Oczywiście przede wszystkim krzesełko do karmienia, najlepiej takie, aby było łatwe w czyszczeniu. Kolejnym ważnym punktem na mojej liście są fartuszki, ze względu na to, że zwykły śliniaczek może nie wystarczyć, może temu połowa Julkowej garderoby nie trafi od razu do śmieci. Ostatnio natknęłam się w sieci na interesujący gadżet: nakładkę na krzesełko, dzięki której ilość jedzenia lądującego na podłodze znaczenie się redukuje. Myślę, że kupimy ją i zobaczymy jak się sprawdza, choć trochę się obawiam, że będą to pieniądze wyrzucone w błoto.. Na koniec wspomnę także o talerzykach, miseczkach i sztućcach. Wciąż zastanawiam się w czym podawać wodę, ale myślę, że w naszym przypadku zwykła butelka wystarczy, ponieważ córka obecnie jest tak karmiona, więc nie muszę się obawiać, że zaburzy to jej odruch ssania. Potem chcę zainwestować w kubek 360º, czyli niekapek bez ustnika, który trochę przypomina szklankę.
Na razie w celu zdobywania wiedzy czytam blogi: blwmama.pl oraz alaantkoweblw.pl, jednak zastanawiam się nad zakupem książek: „Bobas lubi wybór” Gilla Rapleya i Tracey Murkett, oraz „Moje dziecko nie chce jeść” Carlosa Gonzaleza (polecam z czystym sumieniem – przyp. red.).
Poza tym obecnie jesteśmy w trakcie wymieniania dywanu w pokoju na panele. Myślę, że to także mogę podpiąć pod przygotowania, ponieważ na pewno ułatwi to sprzątanie powstałego bałaganu.

JA: A jakie są Twoje obawy z związane z tą metodą?

KK: Myślę, że jak większość mam obawiam się, że przy pierwszych próbach córeczka może się zadławić. Wiem, że dzięki jedzeniu kawałków od początku dziecko uczy się szybciej z nimi radzić, więc to mnie trochę uspokaja. Zobaczymy jak będzie sobie radzić przy pierwszych posiłkach, później będzie już z górki. Wiem także, że maluch może się zakrztusić również woda, mlekiem czy papką, jednak wizja kawałków wydaje się groźniejsza.
Kolejnym powodem do obaw jest moje lenistwo. Boję się, że nie będzie mi się chciało przygotowywać bardziej wymyślnych dań. Muszę ci wyznać, że z gotowaniem się raczej nie lubię i dotychczas zazwyczaj chodzę na łatwiznę, mam nadzieję że odnajdę w sobie odpowiednią motywację.

JA: Jak zareagowała Twoja rodzina na wieść, że planujesz podawać dziecku od razu całe kawałki jedzenia?

KK: Myślę, że mniejszy problem stanowi fakt, że zamierzam podawać dziecku „normalne” jedzenie, niż to że zamierzam to robić tak późno. Przecież słoiczki i kaszki są już od 4 miesiąca…
Na razie nie spotkałam się z negatywną reakcja, a raczej ze zdziwieniem. Aczkolwiek przyznam ci, że mam wrażenie że tak jest, ponieważ myślą, że jeszcze się rozmyślę. Rozmyślę i w końcu pójdę po rozum do głowy i w tym miesiącu zacznę podawać Julci papki. Więc na prawdziwe reakcje muszę chyba poczekać, aż faktycznie zaczniemy rozszerzanie diety.
Jednak kilka osób, którym zdradziłam moje zamiary wykazały zainteresowanie. Usłyszałam już: „Ale jak to, bez gerberków?”, oraz „O, to bardzo ciekawy pomysł”.

JA: Od jakich posiłków planujesz stosowanie metody?

KK: Na pewno zaczniemy od warzyw. Najpierw pewnie będę je podawać same, po prostu ugotowane i pokrojone w kawałki. Planuję spróbować z brokułem, ziemniakiem, marchewką oraz dynia, ponieważ akurat będzie się powoli zaczynał na nią sezon. Potem oczywiście owoce, kasze i jogurt naturalny, oraz dania przygotowane na podstawie przepisów umieszczonych na blogach, które wyżej wymieniłam. Chcę najpierw podawać jedno warzywko i patrzeć jak Julka na to zareaguje, następnie np. dwa lub trzy jarzynki na raz, żeby mała miała wybór. Jak już załapie o co chodzi, na pewno dalej jakoś pójdzie.

JA: Nasze Maluchy mają teraz 4 miesiące. Jak planujesz sobie poradzić zimą, kiedy dostęp do świeżych produktów będzie ograniczony?

KK: Przyznam, że nigdy nie mroziłam owoców ani warzyw, więc nie mam w tym żadnej wprawy. Wydaje mi się, że przede wszystkim będę korzystać z tego co jest dostępne zimą, lub przez cały rok. Szczerze przyznam, że tej kwestii jeszcze zbyt dobrze nie przemyślałam, więc dobrze że o to pytasz. Dzięki temu mogę już teraz się zastanowić nad tym, dopóki jest lato.
Wiadomo, zamrażarka tez ma swoje limity objętościowe, więc nawet jeśli zacznę mrozić, to i tak zapasów na cały okres jesienno-zimowo-wiosenny nie uda mi się przygotować. Myślę, że w tej sytuacji będę musiała korzystać także z tego co będzie po prostu dostępne, lub czasem zakupić gotową mrożonkę. Na szczęście wszelkie kasze, jogurty i znaczna część warzyw można zdobyć także zimą. A mrożone owoce na pewno będę blendować: moim zdaniem po rozmrożeniu nie są już tak apetyczne…
Ponadto mam w rodzinie osoby z dostępem do ekologicznej żywności. Od nich bierzemy świeże owoce i warzywa, więc mam nadzieję, że nas poratują zimą produktami całorocznymi w o wiele lepszej jakości niż te z marketu.

JA: Dziękuję Ci serdecznie za rozmowę. Ucałowania dla przesłodkiej Julci!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *