Mamy mamom, czyli kilka rad o BLW od doświadczonych mam

Miniporadniki BLW znajdziesz tu i tu oraz niezbędnik tu.

Zaczęłaś stosować metodę BLW i masz mnóstwo wątpliwości, czy na pewno wszystko jest w porządku? A może dopiero będziesz zaczynała startować z BLW i nie wiesz, czy to na pewno jest odpowiednia metoda rozszerzania diety? Czy inne mamy też borykają się z takimi problemami, jak ja? Skoro tutaj jesteś… to na pewno zadawałaś sobie któreś z tych pytań 😉 zapraszam więc do lektury!

Zanim… czyli proste rady na początek

Zanim więc wystartujesz z mocnym postanowieniem, że moje dziecko będzie jadło kawałki, zamiast papek, zacznij od czytania: zdecydowanie obowiązkową lekturą będzie “Moje dziecko nie chce jeść” Carlosa Gonzaleza. I niech tytuł Cię nie zmyli – to nie jest książka dla rodziców niejadków – w mojej opinii powinna to być obowiązkowa lektura w szkole, zamiast chociażby “Nad Niemnem”. Wprowadzi Cię ona w fizjologię żywienia dziecka, mechanizmy rządzące jego wyborami żywieniowymi (bądź nie) oraz uzbroi w cechę niezbędną przy BLW (ale nie tylko! Papkowe Mamy też powinny ją przeczytać): cierpliwość.

Kolejną bardzo ważną sprawą jest przygotowanie się w temacie pierwszej pomocy. I niech nie przeraża Cię, to że dziecko może się zadławić (“To ja dziękuję za taką metodę!”), bo może się to wydarzyć nawet przy karmieniu papką czy mlekiem. To loteria, która nie jest zależna od wybranej przez Ciebie metody rozszerzania diety. Na szkole rodzenia nie uczą przecież o BLW, ale zajęcia z pierwszej pomocy są, prawda? Ty masz nauczyć się rozróżniać: dławienie kontra krztuszenie. I interweniować tylko wtedy, kiedy dziecko się ZADŁAWI, bo krztuszenie jest naturalną formą radzenia sobie z pokarmem.

Ewa, mama Kamila wspomina: “Najgorsze były pierwsze momenty, kiedy dziecko po ugryzieniu dużego kawałka krztusiło się. Człowiek wtedy chce interweniować, ale nie wolno – Kamilek sam sobie radził z odkaszlnięciem tego. Raz jedyny wymagało to mojej interwencji. Ale nie poddałam się. Jemy do tej pory BLW – już w sumie wszystko i mały radzi sobie świetnie.”

Daria, mama Paulinki dodaje: “Jak załapała BLW, to nie ukrywam, że trochę pojawiła się obawa o zadławienie. Ale jeszcze się to nie wydarzyło, staram się jednak, żeby jadła miękkie rzeczy. Twardsze i większe, jak nie da się rozdzielić w paluszkach na milion małych części to jej nie rajcuje jeszcze.” Dlatego też zawsze pamiętaj, żeby dostosować BLW pod swoje dziecko. Nieważne, że Ty chcesz, żeby jadło wielki kawałek ogórka, być może Bobas będzie wolał zjeść miękkie awokado czy ugotowaną marchewkę. Zwracaj uwagę, jaka konsystencja jest dla niego najbardziej odpowiednia i zaufaj swojemu dziecku.

NIE PODDAWAJ SIĘ!

Przede wszystkim złotą zasadą BLW, którą jak mantrę powtarzały wszystkie mamy to: NIE PODDAWAJ SIĘ. Napisz to sobie na kartce i powieś w okolicy tam, gdzie Twoje dziecko będzie jadło. Za każdym razem, jak będziesz myślała o rezygnacji – przeczytaj napis na kartce. Ma on Cię uskrzydlać i dodawać Ci sił, bo tak naprawdę nieważne jest, czy karmisz łyżeczką, czy BLW – nauka jedzenia wymaga mnóstwa cierpliwości zarówno od Ciebie, jak i całej Waszej rodziny.

Z kolei Agata, mama Michasia i Ewelinki, świetnie to podsumowuje: “Nigdy nie gotuj tylko dla dziecka. Dziecko podłubie, poliże, zgniecie i wetrze we włosy. Gotuj dla wszystkich – dzięki temu, zamiast frustracji – wcinamy pyszne zdrowe jedzenie i cieszymy się wspólnym posiłkiem.”

Całe rozszerzanie diety niemowlęcia składa się z kilku etapów – będą wzloty i upadki, lepsze i gorsze dni, a na wszystko będą miały wpływ: choroba, ząbkowanie, nowe miejsca, nowi ludzie, humor, smak i zapach jedzenia oraz głód. Po prostu: jeśli zaproponujesz jedzenie zaraz po mleku, to nie zdziw się, że bobas nie będzie chciał jeść. Negatywnie na pewno będzie także wpływało ząbkowanie (tutaj staraj się proponować chłodne lub zimne pokarmy, które będą łagodziły ból) i choroba, wtedy na pewno niemowlę będzie jadło mniej. W nowym miejscu i wśród nowych ludzi również maluch może być wypłoszony, toteż jego chęci na konsumpcję mogą być nikłe. Może być też tak, że dziecko nie będzie chciało jeść tej owsianki, bo nie i już – za to bananem nie pogardzi i wsunie całego bez mrugnięcia okiem.

Krytyka rodziny – czy tak jest tylko u mnie?

Zdecydowanie nie jest. Myślę, że dotyczy to większości mam (rodziców/opiekunów). Naprawdę dla starszego pokolenia BLW to wymysł ufoludków z kosmosu, a rodzice stosujący tę metodę, urwali się z choinki.

Magda mówi tak: “Rodzina krytykuje, jak wszystko. Że dziecko je rękami, to je uwstecznia, że mało je, że jestem zła matka, bo on głodny, a ja mu nie chce pomóc. Jak sobie radzić? Olać i tak ostatecznie człowiek zostaje z tym sam, więc dobre rady mogą sobie wsadzić. No i lepiej przez pierwszy miesiąc nie jeść przy ludziach po prostu.

Marta, mama Patrycji dodaje: “Głównie moja teściowa za każdym razem komentowała, że Pola ładuje sobie całe “coś” do buzi, że “O Boże, ona zaraz się zakrztusi!”, “O rany, ona (teściowa) nie może na to patrzeć!”. Że ja POWINNAM blendować, mielić, przerzuć i najlepiej dopiero podać. Że rzeczy w kawałkach trudniej się wydala, a przecież ona tego jedzenia nie żuje, tylko połyka w całości. Przecież kiedyś to było nie do pomyślenia 🙂 ja wszelkie tego typu komentarze starałam się zlewać ;)”.

Z kolei u Kasi, Mamy Jasia było tak: “Mąż i teściowa byli od początku za BLW, moja mama panicznie się bała zadławienia, a raczej zakrztuszenia, co dla wielu jest jednym i tym samym. Po prostu upierałam się przy swoim i jak zobaczyła na własne oczy jak mały sobie radzi i nic mu nie jest , jaki jest samodzielny, to sama się przekonała do BLW.”

Marta świetnie to podsumowuje: “Nie słuchaj innych i rad rodem z PRL-u, że takie małe dziecko nie potrafi samo niczego zjeść w normalnej formie, że wszystko trzeba mu przerobić na papkę, bo się lepiej trawi. Totalna bzdura! Niech zawsze słuchają swojego sumienia i żyją w zgodzie z własnymi głowami, a Twoim dzieckiem zajmiesz się Ty“.

Ma już … (wstaw odpowiednią liczbę) i nadal nie je. Co robić?

Jeśli dla dziecka jedzenie to nadal forma zabawy, nie interesuje go posiłek, to powinnaś sprawdzić czy nie ma niedokrwistości z niedoboru żelaza. Nie jest to regułą – jedne dzieci jedzą bardzo dużo, a mają lekką niedokrwistość, inne nie jedzą wcale – ale anemii nie mają. Wynika to z tego, że są niemowlęta, którym zapasy żelaza kończą się w 6. miesiącu, ale są też takie, które mają jego rezerwy… aż do 12. miesiąca życia. Jeśli martwi Cię to, że Twój Maluch nie jest kompletnie zainteresowany jedzeniem – zrób mu badanie krwi. Postaraj się znaleźć laboratorium, które pobiera krew z palca – warto wtedy sprawdzić morfologię ogólną krwi, żelazo, ferrytrynę, TIBC i transferynę – to da pełny obraz tego, czy dziecko zmaga się z niedokrwistością czy nie. I koniecznie wyniki skonsultuj z lekarzem pediatrą, który w razie “w” zaleci odpowiednią suplementację.

Daria, mama rocznego Krzysia, pisze: “Nie poddawaj się, bo każde dziecko jest inne i ma swój tryb rozwoju. My próbowaliśmy od 6 miesiąca rozszerzać dietę i… Krzysio wolał cycusia aż do 9-10 miesiąca. Nadal je naprawdę niewielkie ilości, czasem są to dwie borówki dziennie i łyżka zupy. Ale czekamy – przecież wiem, że kiedyś zacznie. Zwłaszcza że moje mleko to podstawa diety do roku czasu.”

Daria dodaje: “Kasi BLW nie interesowało przez wiele tygodni. Dopiero mając 8-9 miesięcy zaczęła jeść sama. Wcześniej paćkała jedzenie paluszkami, ale nie lądowało ono w buzi, tylko na podłodze. Więc karmiłam ją łyżeczką.”

… albo je i nagle przestało.

I chociaż wiem, jak jest to frustrujące, to nadal: to normalny etap rozwoju dziecka. Tak jak napisałam wyżej, powodów może być wiele, od ząbkowania poprzez nieodpowiednią formę posiłku. Ale nie zarzucaj sobie, że jesteś złą mamą, nie potrafisz gotować, nie rozumiesz swojego dziecka – żadna z nas nie rozumiała, a całe to rozszerzanie diety to była rosyjska ruletka. Przykładowo moje dziecię kocha owsianki, ale tylko niesłodzone. Czasami dodawałam mu syropu daktylowego – to wyjadał tylko owoce. Więc przestałam – nagle zaczął zajadać się jak dziki i wsuwał całą porcję bez żadnego problemu. Zaproponowałam mu też inną formę płatków owsianych – błyskawiczne. Kompletnie się nie przyjęły, nie smakowały mu tak, jak poprzednia forma, czyli górskie. Po prostu czasami wystarczy porobić trochę eksperymentów z jednym posiłkiem – przemyśleć jego formę, dodatki, konsystencję albo po prostu z niego zrezygnować – bo może być kompletnie nieodpowiednie dla Twojego dziecka.

Asia wspomina: “U nas Staś piękne jadł od początku 6 miesiąca, jadł wszystko co mu przygotowałam, genialnie sobie radził nawet z dużymi kawałkami. Niestety, mieliśmy kryzys, gdzie już myślałam, że się poddam… Wszystko lądowało na ziemi bądź nie zostało nawet ruszone… Próby podania łyżeczką kończyły się wypluwaniem, ale po prawie 2 tygodniach walki, Staś znowu zaczął ładnie jeść. Dziecko może mieć różne etapy – może nie chcieć jeść, może będzie chciało być karmione łyżeczką – wszystko trzeba przetrwać.”

A co według BLW-owych Mam jest najtrudniejsze?

  • “Słuchanie komentarzy otoczenia”, “Tłumaczenie, że BLW to nie wymysł Internetów” – czyli, jak widać, to nie sposób żywienia jest największym problemem, a podejście społeczeństwa do tej metody rozszerzania diety. Jak widać, Mamy BLW nie stanowią niskiego odsetka kosmitów i nie rezygnują z tej metody, “bo jest beznadziejna”. Przeciwnie – muszą wszystkim dookoła udowadniać, że BLW to genialna sprawa.
  • “Czasem mi było przykro, że jedzenie lądowało na ziemi, zamiast w buzi.” – tutaj na pewno sprawdzi się zasada: gotuj dla całej rodziny. Na pewno z chęcią zjesz placki z brokułem, nawet jeśli Twoje dziecko wyrzuci wszystko za krzesełko.

A co było najłatwiejsze?

  • “Jem to samo co Asia, więc mimo bałaganu, przynajmniej jem regularnie posiłki i piję ciepłą kawę.”
  • “Podajesz jedzenie, dziecko je i cieszy się z tego. Nie przejmujesz się blenderami, robisz to co sobie tylko bez soli i jazda. Masz wspólny posiłek.”
  • “Dla mnie wszystko… bo Młody odkąd końca 6 miesiąca je wszystko ze smakiem… czasem nie mam co sprzątać z podłogi, bo wyczyści co do okruszka.”
  • “Cudowne było/jest patrzenie, ile frajdy sprawia mu jedzenie samemu. Poznawanie konsystencji, smaków, kształtów…”

Nie dam rady…

Ale BLW nie zawsze kończy się happy endem. Czasem mamom po prostu brakuje cierpliwości, czasem dziecko nie jest totalnie zainteresowane jedzeniem (może to trwać nawet do 13-14 miesiąca życia), a czasem po prostu tak zaleci lekarz.

Karolina, mama Hani pisze: “Ja można powiedzieć, że zrezygnowałam. Przez męża (bał się, że się zakrztusi… na nic moje tłumaczenia), przez lekarkę (dziecko za mało przybiera)… i tak wyszło, że ją karmię łyżeczką. Pierwszy miesiąc było BLW i było super. Może dzięki temu teraz moje dziecko je praktycznie wszystko ze smakiem i każdy się nie może nadziwić, że nie trzeba jej “wciskać” jedzenia do ust. Widzi jedzenie, to buzia na całą szerokość otwarta.” – przede wszystkim, nie chcę poważać kompetencji lekarza.  Karolina napisała, że Hania mało przybierała na wadze – po zmianie konsystencji diety na papkę, również nadal skoki na wadze nie były spektakularne – specjalnie o to zapytałam. Musicie pamiętać o dwóch rzeczach – o siatkach centylowych i badaniach krwi. Jeśli dziecko jest nawet w 3 percentylu, ale mimo wszystko wyniki morfologii są ok, to po prostu “ten typ tak ma”. Nadal jest w 3 percentylu, czyli 3% dzieci ma tak niską masę ciała, jak ono. I trzeba czekać – na pewno kiedyś się przełamie i zacznie jeść. Ale też drogie Mamy – karmienie łyżeczką to również forma BLW – jeśli dziecko woli “być karmione”, ale nadal sprawia mu to frajdę i przyjemność – to korzystajmy z tego, potem na pewno samo doskonale będzie sobie radziło z posiłkami.

Zadałam więc wszystkim mamom BLW pytanie: “Czy żałujesz, że wybrałaś taką metodę rozszerzania diety?”

Odpowiedź była tylko jedna: NIE, NIGDY.

I na koniec mała rada od Darii: Nigdy nie kładź krzesełka do karmienia obok firanek 😉


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *