BLW – początek: tydzień 1

Dlaczego po 6 miesiącu? –> przeczytacie tu.

Co to jest BLW? Miniporadnik dla początkujących –> zapraszam tu.

Jako taki „dietetyczny off-top” postanowiłam relacjonować Wam, jak przebiega rozszerzanie diety u mojego synka, Maksa. Dla chętnych: co, jak i dlaczego… oraz jak to wygląda w praktyce 🙂

Moje decyzje…

Przede wszystkim: Maks nie siada sam, toteż karmienie odbywa się tylko i wyłącznie na moich kolanach i pod moją kontrolą. Jeśli Wasze dziecko siedzi – wiadomo, że kontrola też musi być 😉 BLW zakłada, że dziecko może jeść (prawie) wszystko z Twojego talerza, oczywiście pod pewnymi warunkami (o warunkach przeczytacie w poradniku). Jednak żeby ustrzec się przed dochodzeniem, co jednak mogło uczulić moje dziecko, postanowiłam wprowadzać pokarmy powoli, po dwa dni na każde warzywo/owoc/kaszę czy inny składnik. Dodatkowo wprowadziłam suplementację probiotyku na czas rozszerzania diety. Ale moje decyzje pozostały tylko moimi decyzjami, bo ostatniego dnia… moje dziecko zadecydowało samo.

…kontra rzeczywistość

Na półroczne urodziny na pierwszy ogień poszła marchewka. Po prostu miałam dostęp do takiej swojskiej, prosto z ogródka. Równie dobrze możecie zacząć od innych warzyw: brokuła, ziemniaka, kalafiora, pietruszki, buraka. Pamiętajcie po prostu o sezonowości. U nas pierwszy tydzień wyglądał tak:

  • dzień pierwszy: marchew,
  • dzień drugi: marchew,
  • dzień trzeci: burak,
  • dzień czwarty: burak,
  • dzień piąty: ziemniak,
  • dzień szósty: ziemniak,
  • dzień siódmy: marchew + pietruszka i nieoczekiwanie… awokado i ogórek;

Zawsze warto najpierw zacząć od warzyw, ponieważ owoce są słodkie i dziecko może potem być niechętne do próbowania nowych, niesłodkich smaków. Wiadomo, że słodkie zawsze nieco łatwiej pójdzie, niż mdłe, kwaśne, gorzkie czy inne. Tak więc po pierwszym „posiłku” byłam niezwykle zdziwiona – bo zjadł dwa dość spore kęsy, był nim mocno zafascynowany i widać było, że mu zasmakował. Ale już drugiego dnia niestety marchewka nie przyjęła się – została tylko rozrzucona po całej kuchni i błyskawicznie zjedzona przez mojego psa. Kolejna propozycja – burak – został natychmiastowo wypluty, a przy ziemniaku pojawił się silny odruch wymiotny.

Na ostatni dzień zaplanowałam pietruszkę z marchewką. Skoro od marchewki był dość spory odstęp, nie zaobserwowałam po niej żadnych negatywnych objawów, to chciałam mu zaproponować bardziej „skomplikowany posiłek”, składający się z dwóch kolorów. Bardzo mi marudził tego dnia, więc gdy chodziliśmy po mieszkaniu, trafiliśmy do kuchni, a tam – strasznie spodobało mu się awokado. Niewiele myśląc, wzięłam nóż odkroiłam kawałek i… podałam. Oczywiście awokado było miękkie, ale nie na tyle, żeby rozpadać się Maksowi w dłoni. Ku mojemu zaskoczeniu, Mały chwycił pewną rączką owoc i zaczął ssać. Co większe kęsy, to wypluwał, ale mimo to zjadł prawie cały kawałek. Widać było, że niezwykle mu smakuje. Potem usiadłam z nim, czekając na obiad i podjadałam mizerię. Bardzo rwał się do miski, więc ponownie – odkroiłam grubszy plaster ogórka, pozbyłam się pestek i podałam. Mały ssał go z wielką chęcią – zjadł prawie cały plasterek.

Cierpliwości!

Drogie Mamy – po prostu metoda BLW to nic innego jak ogrom cierpliwości. Nie wolno nie zrażać się, rezygnować, wmuszać w dziecko podany posiłek. Skoro dziecko nie chce jeść, nie jest zainteresowane pożywieniem – można na następny dzień próbować podawać lub po prostu zrobić przerwę. Absolutnie nic na siłę, a przede wszystkim – nie musicie się martwić. Mleko nadal stanowi podstawę żywienia do pierwszego roku życia. Grunt to nie poddawać się, być wytrwałym i… czekać. Na pewno zacznie jeść nawet i za dwa miesiące.

Sprawy techniczne:

Jak gotować?

  • najpierw wybrane warzywo kroimy w słupki lub półplasterki, ale tak, żeby dziecku łatwo było chwycić;
  • możemy na parze lub w wodzie – przy czym warzywa gotowane na parze są nieco twardsze niż w wodzie; dlatego na początku Maksowi gotuję wyłącznie w wodzie – przyjdzie jeszcze czas na uzupełnianie składników odżywczych; musicie jedynie pamiętać, żeby wrzucać warzywa do wrzącej wody – wtedy mimo wszystko straty witamin i składników mineralnych będą mniejsze;
  • do miękkości, ale musicie uważać, żeby nie były za miękkie – wtedy będą łatwo się rozpadać i zanim trafią do ust dziecka, będą wszędzie poza właściwym miejscem bytowania; ja po prostu je próbuję i rozcieram na podniebieniu – jeśli dość łatwo się rozpadają, to wtedy są idealnie ugotowane;

Podawać same czy jakimś tłuszczem?

  • to już zależy jak chcecie – my na razie startowaliśmy bez, ze względu na to, że odpowiedniej jakości tłuszcz ma w pokarmie z piersi;
  • jeśli chcecie podawać, to najlepiej wprowadzać dziecku różnego rodzaju tłuszcze: raz oliwę z oliwek, raz olej rzepakowy, raz olej z pestek winogron lub słonecznikowy, raz – masło; niekoniecznie musi to być łyżka – wystarczą 2-3 krople lub mały „wiórek”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *